Olga Mięsok
NIE MA DYMU BEZ OGNIA, czyli romans Mickiewicza i Maryli na (nie)cenzurowanym
Badacze biografii Adama Mickiewicza nie są pewni daty pierwszego spotkania przyszłego wieszcza i Maryli Wereszczakówny w jej rodzinnych Tuhanowiczach. Jedni optują za rokiem 1819, inni za 1818, jeszcze inni wręcz za 1817. Niektórzy nawet, w swoich urojeniach, widzą, jak Adam pląsa z Marylą po tuhanowickim lesie, dziecięciem będąc. Pomysł idiotyczny, faktem jest jednak, że podanie dokładnej daty ich pierwszego spotkania nie jest chyba już dziś możliwe. Wiemy tylko, że poetę do Tuhanowicz zabrał ze sobą jego przyjaciel, Tomasz Zan, który najprawdopodobniej latem 1820 roku odwiedzał swego znajomego Michała Wereszczakę.
Jedno jest jednak pewne: w roku 1821 miało być już po wszystkim. Maryla wyszła za Wawrzyńca Puttkamera, Mickiewicz zaś wyjechał do Wilna, by tam, w ramach rewanżu, poromansować z uroczą doktorową Karoliną Kowalską.
Mickiewicz i Maryla wcale nie przestali się jednak widywać po jej ślubie. Ba, coraz sławniejszy poeta odwiedził Puttkamerów latem 1822 roku i – jak twierdził przyjaciel Wawrzyńca i Maryli, Edward Odyniec – zyskał sobie uwielbienie nie tylko pani domu, ale i jej męża. Zdradzany (nawet jeśli tylko platonicznie) mąż uwielbiający swego rywala? Cóż, Odyniec był przede wszystkim największym krzewicielem legendy Mickiewicza.
Z listów filomatów wynika nawet, że kochankowie planowali w 1823 roku wspólny wyjazd za granicę, jednak zrezygnowali z niego, a potem postanowili już więcej się nie zobaczyć. Zresztą w niedługim czasie Mickiewicz został aresztowany i przymusowo wyjechał za granicę, wobec czego spełnienie postanowienia nie wymagało zbyt wielkiej siły woli obojga.
Na tym właściwie moglibyśmy zakończyć wątek tej miłości, gdyby nie pewien mały, acz, jak to bywa w biografistyce, dość istoty fakt.
W listach do przyjaciół Maryla kilkakrotnie wspominała, że w latach 1822 i 1823 zapadła na melancholię, dwa razy przeżyła także stan letargiczny. Dowody istnienia tych listów (zarówno Puttkamerowej do Tomasza Zana, jak i filomatów, przestraszonych stanem psychicznym Peri(1), do siebie nawzajem) są niepodważalne. Ich istnienie potwierdzają wszyscy zajmujący się tą sprawą biografowie wieszcza.
Pisząc do Zana, który natabene miał być łącznikiem między Marylą a Mickiewiczem (jaka była faktycznie jego rola – to już przedmiot osobnych rozważań), hrabina skarżyła się kilkakrotnie na zły stan zdrowia, wszechogarniającą pustkę, samotność, depresję. Liczyła (była pewną), że listy te trafią w ręce poety, który, wstrząśnięty jej chorobą, jak najszybciej przyjedzie do niej z Kowna. Poeta jednak pozostawał niewzruszony. Przysłał jedynie list, który jednoznacznie upewnił Marylę, że rychłych odwiedzin i nowej fali uczucia nie może się spodziewać. List był chłodny, oficjalny (Mickiewicz pisał w 3 osobie liczby mnogiej - bardziej bezosobowo już się nie dało) i musiał być przykry dla, przyzwyczajonej do adoracji swej osoby, hrabiny:
Z listu Pani [...] dowiadujemy się, iż po naszym odjeździe pani byłaś nieco chorą. Powtórzyliśmy z tej okoliczności litanią tylekroć śpiewaną w Bolciennikach, iż należałoby więcej szanować zdrowie, drogie tylu osobom. [...].(2)
Wszystko to działo się latem 1822 roku. Maryla czuła, że płomienne uczucie wieszcza do niej wypala się. Jesienią tego roku filomatów obiegła wiadomość, że hrabina jest bliska śmierci, umierająca. Podejrzewano nawet, że właściwie już umarła. Kilka miesięcy później, w rozmowie z Zanem, Maryla, opisując stan, w jakim się znalazła, wspomniała coś o laudanum (“Imaginez, laudanum sto pięćdziesiąt gran(3)”) i o “okrutnym konsyliarzu”, który miał ją wyrwać ze stanu agonalnego.
Owe stany przedłużającej się melancholii (Mickiewicz swoje nazywał spleenami), tajemnicza choroba i, wreszcie, wzmianka o zażytej rzekomo truciźnie, świadczą o tym, że prawdopodobnie Maryla – odrzucona kochanka, próbowała popełnić samobójstwo.
Pomysł, wydawać by się mogło, niedorzeczny. Po co miałaby się truć? Czy nie dość było jej skandalu w związku z faktem, że wszyscy, łącznie z jej mężem, o uczuciach łączących ją z wieszczem wiedzieli?
Tak naprawdę Wereszczakówna była osobą nie mniej chimeryczną i histeryczną od samego Mickiewicza. Niektórzy badacze twierdzą, że romans z poetą był dziełem kobiety, pragnącej stanąć w rzędzie na równi z sentymentalnymi heroinami, których historie nieszczęśliwych miłości namiętnie czytywała.
Teoria nie do końca wydaje się absurdalna, zważywszy na korespondencję Puttkamerowej, którą tak zapamiętale słała w owym czasie do Zana, przekonana, że wgląd w nią będzie miał jej kochanek. Kochanek, który od jej ślubu oddalił się od niej, romansował w Kownie z Karoliną Kowalską (o czym Maryla musiała wiedzieć, poinformowana chociażby przez “życzliwych” przyjaciół), kochanek, który, wreszcie, przekreślał jej marzenia o losie nieszczęśliwej Valerie z arcyckliwego romansidła pani de Krüdener (kto czytał Malwinę, czyli domyślność serca Marii z Czartoryskich Wirtemberskiej, dokładnie wie, o czym mowa). Jej targnięcie się na życie miało zatem na celu przestraszenie niewiernego Adama. Kiedy inne sposoby zawiodły, a niewierny Adam niewiernym pozostawał nadal, postawiła wszystko na jedną kartę i ... zażyła truciznę.
Nie wydaje się jednak, aby Maryla naprawdę chciała się zabić. Relacje mówią, co prawda, że, odprowadzając konsyliarza, przyjaciel rodziny, Edward Odyniec, zalewał się łzami, jakoś jednak dziwnie szybko, jak na tamte czasy, odratowano niedoszłą samobójczynię. Ta dawka (sto pięćdziesiąt gran laudanum) też nie musiała być śmiertelną. Prawdopodobnie był to rozcieńczony roztwór nalewki opiumowej, popularnej wówczas wśród trujących się z nieszczęśliwej miłości kobiet. Nalewki, któej używano także (używa się zresztą do dzisiaj) jako lekarstwa, gdyż wysuszony sok mleczny niedojrzałych owoców maku lekarskiego, zawierający w sobie ponad dwadzieścia alkaloidów, wykorzystywany jest w lecznictwie jako środek przeciwbólowy (np. morfina), przeciwkaszlowy (kodeina), czy rozkurczowy (papaweryna). Sama zaś nalewka, czyli preparat opiumowy, posiada 1 procent zawartości morfiny i stosowany jest w biegunkach(4). Tak więc krzywdy sobie Maryla raczej zrobić nie mogła. Teza o próbie przyciągnięcia do siebie kochanka wydaje się tedy najbardziej prawdopodobną.
Uwierzenie w próbę samobójczą Maryli, to już pierwszy krok do rozważań, czy aby na pewno była to tylko i wyłącznie decyzja odrzuconej kochanki, czy może powód był zgoła inny.
Przyczyna złego stanu psychicznego Maryli była tajemnicą, którą konsyliarz Ferdynand Nowicki, opiekujący się rekonwalescentką, zgadnął bez większych trudności. Był jednak niezbyt dyskretny i zdradził, że wie, co trapiło jego pacjentkę i mogło przywieść ją do myśli samobójczych. Przypuszcza się, że chodziło o strach przed odkryciem romansu z Mickiewiczem. Nie jest to tłumaczenie do końca satysfakcjonujące. O uczuciu Mickiewicza do Maryli było powszechnie wiadomo, szczególnie po wydaniu Ballad i romansów, trudno przeto oczekiwać, że rodzina, na czele z mężem, miała nie domyślać się, co tak naprawdę dzieje się między nimi
Chociaż w rzeczywistości to, czy Puttkamer wiedział, czy nie, o romansie żony, stoi pod znakiem zapytania. Ostatecznie: ani to nie czyni Mickiewicza mniej winnym romansu z mężatką, ani nie ustrzeże Wawrzyńca przed opinią rogacza.
W każdym razie, w świetle materiałów, próba samobójcza Maryli rzeczywiście mogła mieć miejsce. To, że nic prawie o niej nie wiemy, to już sprawka wszystkich tych, którzy pragnęli zachować w świadomości potomnych pamięć o przeczystym romansie niewinnych kochanków, których uczucie bardziej było dziewicze, niż alpejski śnieg w Splügen.
To jednak nie wszystkie rewelacje na ten temat. Burząc doszczętnie, z taką pieczołowitością pielęgnowaną, legendę o przeczystej miłości Gustawa i Dziewicy, Jarosław Marek Rymkiewicz – w pierwszym tomie z cyklu mickiewiczowskiego Jak bajeczne żurawie – stwierdził, że zasadniczymi powodami decyzji o samobójstwie Peri była ciąża — owoc pozamałżeńskiego romansu, strach przed jej odkryciem (co łączyłoby się oczywiście ze skandalem na szeroką skalę) i pewien list Mickiewicza z września, w którym, jak się domniemywa, poeta umywa ręce od całej sprawy.
O Ewelince historia długo milczała. Zupełnie jakby dziewczynka nie istniała. Bo tak naprawdę jej istnienie, rola, jaką odegrała w życiu Maryli, jest do dziś tajemnicza i niewyjaśniona.
Imię dziewczynki pojawiło się tylko raz w liście Ignacego Domeyki do Onufrego Pietraszkiewicza, który zawiadamiał go, że:
Ewelinkę już dawno Marya oddała na pensyą, na której niegdyś byłeś nauczycielem [...] Mało jednak mają nadziei korzyści stąd dla Ewelinki, która zawsze jednostajnie ma być ponurą i jakby nieczułą na wszelkie wzruszenia.(5)
Dla większości mickiewiczologów sprawa jest oczywista – dziewczynka była wychowanką Puttkamerów. Przyjmowanie dzieci na wychowanie było w owych czasach, i dla tego stanu społecznego, rzeczą powszechną. Jak się jednak okazuje, nie dla wszystkich oczywistą.
W wykreowaniu opinii o nieślubnym dziecku Maryli pomogła niewątpliwie legenda o białym małżeństwie Puttkamerów. Informację rozpowszechnił Edward Odyniec, który, spędzając wiele czasu w domu Wawrzyńca, mógł być świadkiem wiarygodnym. W sukurs poszedł mu Ignacy Domeyko, dodając, iż dopiero w rok, czy dwa po zawarciu małżeństwa, związek został skonsumowany, i to na skutek (uwaga!) monitów matki i spowiednika Maryli. Sytuacja przeto była jasna dla tych, którzy dbali o nieskazitelny wizerunek romansu przeczystej pary — nie mogło być mowy o jakichkolwiek “nieestetycznych” (wszetecznych) związkach Mickiewicza i Maryli, która nawet po ślubie pozostawała wierną swej miłości. Dopomogły fakty — pierwsze dziecko Maryli i Puttkamera (córka Zosia) urodziło się w listopadzie 1825 roku, a więc dopiero w cztery lata po ślubie. Potem pojawiło się jeszcze dwoje, Staś (ur. 1828) i Karolina (ur. 1840). Niestety teoria Rymkiewicza, jakkolwiek ciekawa i zajmująca, nie może być prawdziwa – Mickiewicz w roku 1824 wyjeżdżał z kraju, po rocznym pobycie w więzieniu, zatem posądzanie go o ojcostwo któregokolwiek z dzieci Maryli jest zwykłym pomówieniem.
Co do Ewelinki, autor Żmuta, wobec braku dalszych informacji na jej temat, postanowił jednoznacznie zakończyć żywot nieszczęsnej dzieciny, uśmiercając ją po kilku latach życia, jako dziecko wątłego zdrowia i słabej psychiki, do czego doprowadzić miała nieudana próba samobójcza ciężarnej matki.
W rzeczywistości – jak dowiódł Zbigniew Jerzy Nowak(6) – mała Ewelinka, najzwyczajniej w świecie, była najmłodszą siostrą Tomasza Zana, istotnie oddaną na wychowanie państwu Puttkamerom. Cóż, siła, która każe kontestować białą legendę Mickiewicza i wsadzać ją między bajki, jest przemożna i niejednokrotnie prowadzi do absurdów.
Ostatecznie szansę na wyjaśnienie wielu luk z biografii Mickiewicza, zaprzepaszczono w roku 1913, kiedy odnalezione przypadkiem listy filomatów dziwnym trafem zaginęły – i okazało się, że domysły i przypuszczenia już zawsze będą towarzyszyć biografii Adama Mickiewicza.
Olga Mięsok
Tekst był opublikowany w 15 numerze „Plamy”, w 2004 roku.
BIBLIOGRAFIA:
M. Piechota, J. Lyszczyna, Słownik Mickiewiczowski, Katowice 2000.
J. M. Rymkiewicz, Żmut, Warszawa 1991.
Z. Sudolski, Mickiewicz. Opowieść biograficzna, Warszawa 1995.
D. Wawrzykowska-Wierciochowa, Adam i Maryla. Dzieje romantycznej miłości Adama Mickiewicza i Maryli Wereszczakówny, Warszawa 1990.
A. Witkowska, Mickiewicz. Słowo i czyn, Warszawa 1983.
A. Witkowska, Wielcy romantycy polscy. Sylwetki. Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid, Warszawa 1980.
M. Zielińska, Opowieść o Gustawie i Maryli, czyli Teatr, życie i literatura, Warszawa 1989.